Ulmowie - symbole męstwa i odwagi

 |  Written by Ursa Minor  |  4

Z dr. Mateuszem Szpytmą – historykiem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, krewnym Wiktorii Ulmy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Zbliża się 70. rocznica męczeńskiej śmierci Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich dzieci. Kim była ta rodzina i czym wyróżniała się na tle innych?

- Ulmowie byli mieszkańcami miejscowości Markowa – wioski położonej na Podkarpaciu na terenie archidiecezji przemyskiej, niedaleko Łańcuta. Była to przeciętna wiejska rodzina pochodzenia chłopskiego. Józef i Wiktoria pobrali się w 1935 r. i gospodarowali na niewielkim areale. Byli zatem rolnikami, można nawet powiedzieć, że bardziej ogrodnikami. Ponieważ ziemi mieli niewiele, żeby związać koniec z końcem byli zmuszeni do dorabiania na różne sposoby.

Była ku temu sposobność, bowiem Józef, swoją drogą bardzo utalentowany człowiek w wielu dziedzinach, miał szerokie zainteresowania. Działał nie tylko społecznie, ale także eksperymentował i wprowadzał w życie wszelkie nowinki. Nieobce mu było sadownictwo i szkółkarstwo, umiał np. szczepić drzewa owocowe, co w tamtych czasach nie było tak powszechne, ponadto sprowadzał i sadził nowe odmiany warzyw. Tego wszystkiego nauczył się w Szkole Rolniczej w Pilźnie. Oprócz tego dorabiał sobie fotografią. Wiktoria zajmowała się przed wszystkim domem i wychowywaniem całkiem sporej gromadki dzieci. Każdego niemalże roku u Ulmów na świat przychodziło kolejne dziecko. Pierwsze urodziło się w 1936 r., a w 1944 r. oczekiwali już siódmego.

Wspomniał pan o fotograficznych zainteresowaniach Józefa Ulmy. Czy pozostały jakieś ślady tej jego pasji?

- Józef, już jako młody człowiek interesował się fotografią. Są nawet informacje, że sam, na podstawie różnych książek próbował złożyć aparat fotograficzny. Jedną z książek, z jakich korzystał był „Podręcznik fotografii”, która się zachowała. Mimo iż sam uczył się fotografowania, to można powiedzieć, że w jego wydaniu nie była to fotografia amatorska. W miarę możliwości i jak tylko czas pozwalał starał się doskonalić swoje umiejętności. Fotografował życie wsi, utrwalając na kliszy codzienne życie mieszkańców: pracę na roli, życie rodzinne, wydarzenia religijne: chrzty, I Komunie Święte czy wesela. Co istotne, nie były to tylko zdjęcia ustawiane, statyczne, ale można powiedzieć, że potrafił uchwycić życie w ruchu. Tak naprawdę fotografia była jego największą pasją.

Czy zachowały się jakieś fotografie autorstwa Józefa Ulmy?

 - Owszem. Do dzisiaj zachowało się kilkaset zdjęć najwięcej wśród krewnych, ale zdjęcia, które wykonywał Józef Ulma są także w archiwach różnych ludzi, dla których robił te odbitki. Dzisiaj można je oglądać w różnych książkach i publikacjach poświęconych Ulmom. Najwięcej jest w książce pt. „Świat Józefa” wydanej przez IPN, a także w książce „Rodzina Ulmów”. W przyszłości będzie je można zobaczyć w muzeum, które powstaje w Markowej.    

Co skłoniło Ulmów, żeby ukrywać Żydów, przecież zdawali sobie sprawę, że w przypadku wykrycia wszystkim grozi kara śmierci, nawet dzieciom?

- Powodem była przede wszystkim chęć pomocy ludziom, którzy byli w wielkiej potrzebie. Józef znał żydowskie rodziny Szallów i Goldmanów. Był z nimi w dobrych relacjach, miał z nimi także kontakty handlowe z Łańcuta. Pewnie też nie potrafił odmówić ludziom, którzy prosili go o ratunek. Wyciągając do nich rękę, być może liczył też, że zwłaszcza mężczyźni z rodziny Szallów, będą z nim pracować na utrzymanie wszystkich, którzy ukrywali się w jego domu. W czasie wojny Józef trudnił się głównie wyprawianiem skór, w czym w dużej mierze pomagali mu także ukrywani Żydzi.     

Jak doszło do wydania tej bohaterskiej rodziny w ręce okupanta?

(...)

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/72218,ulmowie-symbole-mestwa-i-od...

0
Brak głosów

4 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Teofil Kielar, sołtys Markowej, wezwany przez Niemców na teren gospodarstwa Józefa i Wiktorii Ulmów, wpatrywał się z osłupieniem w stos martwych ciał.

- Dlaczego zabiliście dzieci? – wyksztusił zapominając na chwilę o własnym bezpieczeństwie. Porucznik Eilert Dieken z posterunku żandarmerii w Łańcucie zmierzył go szyderczym spojrzeniem. - Żeby wasza gromada nie miała z nimi kłopotu! – wyjaśnił z udawaną troską.

 

Józef

 

Przed wojną Markowa, miejscowość położona opodal Łańcuta, zaliczała się do największych wsi w całej Polsce. Przeprowadzony w 1931 roku spis wykazał istnienie 931 gospodarstw zamieszkałych przez 4 442 osób.

 

Ogromna większość mieszkańców Markowej deklarowała się jako Polacy i katolicy. Tym niemniej we wsi żyło też około 30 rodzin żydowskich – łącznie 120 osób.

 

Wyróżniającym się obywatelem miejscowości był Józef Ulma, działacz społeczny. Była to osobowość ponadprzeciętna, ciekawa życia i zaangażowana w wiele inicjatyw, a przy tym wszechstronnie utalentowana. Józef udzielał się jako bibliotekarz w miejscowym Kole Młodzieży Katolickiej, również jako działacz współpracującego ze Stronnictwem Ludowym Związku Młodzieży Wiejskiej. Ulma propagował wśród sąsiadów nowoczesne metody sadownictwa i ogrodnictwa. Jako pierwszy założył w Markowej szkółkę drzew owocowych. Na całą okolicę słynne były jego hodowle jedwabników i drzew morwowych. Parał się też pszczelarstwem, a wykonane przezeń pomysłowe ule i narzędzia pszczelarskie doczekały się wyróżnienia na Powiatowej Wystawie Rolniczej w Przeworsku (1933). Wolne chwile wypełniała mu pasja fotografowania. Wykonał tysiące zdjęć swych znajomych oraz rodzinnych stron za pomocą aparatu fotograficznego, który własnoręcznie skonstruował.

 

W 1935 roku Józef Ulma, wówczas 35-letni, pojął za żonę młodszą o 12 lat Wiktorię Niemczak. W następnych latach ich dom zaroił się gromadką wesołych dzieci. Ulmowie planowali przeprowadzkę, zakupili już nawet ziemię koło Sokala, w województwie lwowskim, jednak ich plany pokrzyżowała wojna.

 

Ostatnia fotografia

 

Latem i jesienią 1942 roku Niemcy wymordowali większość żydowskich obywateli Markowej. Część zdołała znaleźć schronienie u polskich chłopów.

 

Wśród osób, które pospieszyły z pomocą nieszczęsnym ofiarom terroru, było małżeństwo Ulmów. Ich dom położony był na uboczu, stąd nadawał się na kryjówkę lepiej niż inne gospodarstwa. Znalazło tu schronienie ośmioro Żydów – mieszkanki Markowej Gołda i Layka Goldman, ta ostatnia z maleńką córeczką, oraz handlarz bydła z Łańcuta Szall wraz czterema dorosłymi synami. Zamieszkali oni na poddaszu domostwa Ulmów.

 

Ponadto w pobliskim lesie Józef pomógł wybudować ziemiankę innej grupie żydowskich uciekinierów – trzem kobietom oraz dziecku. Zaopatrywał ich tam w żywność i odzież. Po jakimś czasie ziemiankę odkryli Niemcy i zamordowali całą czwórkę ukrywających się tam osób. Nieszczęsne ofiary zginęły nie zdradzając swych polskich dobrodziei.

 

Widoczna skuteczność oraz bezwzględność niemieckich służb policyjnych nie przestraszyła Ulmów. Nadal udzielali schronienia w swym domu ośmiorgu Żydów, mimo że sytuacja materialna rodziny (na wiosnę 1944 roku spodziewali się już siódmego potomka) była trudna.

 

Ukrywający się handlarz Szall dysponował przed wojną dość znacznym majątkiem. Zostawił go pod opieką swego dawnego przyjaciela, Ukraińca Włodzimierza Lesia, teraz posterunkowego policji granatowej w Łańcucie. Szallowie kilkakrotnie kontaktowali się z Lesiem. Prawdopodobnie domagali się odeń zwrotu pieniędzy, które z pewnością byłyby pomocne w dalszym ukrywaniu się. Jednak Leś postanowił wykorzystać sytuację do pozbycia się żydowskich wierzycieli i zagarnięcia ich własności. Rychło ustalił, gdzie Szellowie mają kryjówkę. Dla upewnienia się odwiedził nawet dom Józefa Ulmy, prosząc o wykonanie mu fotografii. Zaraz potem zadenuncjował go Niemcom.

 

Egzekucja

Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
nie można dać piątki?
Niesamowita opowieść, znana mi dotychczas tylko hasłowo, pobieżnie.
Przeczytajcie do końca.

 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor
historia naprawdę wyjątkowa i niezwykle dramatyczna. Dobre życie, szczęście rodzinne i miłość zderzyła się z najgorszym barbarzyństwem, nieludzkim zdziczeniem i zwyrodnialstwem. Żyje się po to, aby świadczyć dobro w najtrudniejszych chwilach próby, za cenę życia własnego i bliskich. Ilu z nas okazałoby tyle odwagi i miłości dzisiaj, kiedy mamy luksus spokojnego bądź co bądź życia? W jakiej cenie jest patriotyzm i jak wielu ludzi chciałoby przelać krew za Boga, honor i Ojczyznę?
A ilu Ulmów, często anonimowo, oddało swoje życie w imię najwyższych ideałów męczeństwa?
Trudno wszystko to objąć, emocje mają swoje prawa...

Pozdrawiam.Ursa Minor

ps.
pytasz o lajki? Mnie samej nie wypada, ale każdy czytelnik może w ten sposób wyrazić swoje uznanie (bądź odwrotnie).

Więcej notek tego samego Autora:

=>>