
Liczenie głosów po wyborach, to taka chwila, gdy możemy sobie z bliska obejrzeć, jak państwo polskie zdaje egzamin. Z bliska, praktycznie na żywo, na wszystkich kanałach. Jesteśmy jak dzieci, które w ramach wycieczki do sejmu trafiają w sam środek imprezy z zarzyganymi posłami w hotelu sejmowym.
Zaczyna się zresztą wcześniej. Olewane sygnały, że może, a raczej musi być źle, bo przecież na o wiele łatwiejszym teście podczas wyborów uzupełniających do senatu system już był uprzejmy się wywalić. Jakoś to będzie, cieszy się kabaret starszych panów z doświadczeniem, tytułami i certyfikatem ukończenia kursu w Moskwie, pod wodzą ojca drugoligowego obecnie polityka partii rządzącej. Potem mamy głosowanie – urny z tektury, walające się wszędzie głosy, karty wydawane już z krzyżykami, polowanie na głosujących w celu kupienia ich głosów – ot, taki krótki przegląd wiadomości z jednego dnia, zauważonych nawet w „Gazecie Wyborczej”, przynajmniej w jej internetowej wersji. Zajrzyjmy na profil warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Nadesłana relacja: Właśnie wracam po ponad 19 godzinach pracy w komisji. W środku nocy dowiedzieliśmy się, że system 'nie działa' i drukowane protokoły nie zawierają niektórych partii lub kandydatów. Od informatyka dowiedziałam się, że od rana stworzono kilka programów zastępczych, ale na spotkaniu dla przewodniczących komisji słyszałam już w CZWARTEK, że część elektroniczna może nie wypalić. Koło 5:30 dowiedzieliśmy się, że na transport do urzędu trzeba czekać dwie godziny lub przyjechać samemu, ale nie wiadomo, ile to wszystko zajmie, bo urząd nie wie, co z tym zrobić. Protokołów nie można było wywiesić, bo ich nie było. Pod urzędem były za to setki wkurwionych ludzi i tysiące kartonów, które dotarły na miejsce prywatnymi samochodami (zamiast transportem z policyjną eskortą) i walały się kiepsko pilnowane po ziemi. Nikt nie wiedział, gdzie iść ani co robić. Część worków (niektóre komisje miały je w dość kiepskim stanie) kazano nam położyć w holu, część wywieźliśmy do pokoju, w którym spędziliśmy jeszcze miło czas do ósmej rano, gdzie były byle jak oznakowane i rzucone w zasadzie razem do kupy. Do wydrukowanych protokołów moja komisja dopisywała ręcznie tabelkę z wynikami od Rozenka, bo jej brakowało. Gorąco pozdrawiam!
To w dzień, wieczorem zaś zaczyna się czekanie na wyniki. Po wszystkich machlojkach, których nikt nawet nie ukrywa, zaczyna się wielka bitwa z komputerami, przegrywana przez starszych panów, którzy są żywym dowodem na to, że wiek emerytalny nie może być wydłużany w nieskończoność. Goście, którzy nie za bardzo nie są już w stanie mówić, stają się panami sytuacji i mają doprowadzić do końca złożony proces wyborczy. Czytamy i słyszymy więc o kolejnej kompromitacji, tyle, że ta wydaje się być stanem permanentnym. Nikomu nie zależy już nawet na pozorach. Wybory przeprowadzane są byle jak, zdjęcia, które pokazują obrazki, które kojarzą się raczej z wyborami w miejscach w rodzaju zajętych przez Rosjan terenów ukraińskich. Potem siadają za stołem garstkę nieogarniętych starszych ludzi. Robią z państwa i jego instytucji pośmiewisko. Państwo, tym razem, trzęsącymi się rękami i sepleniącymi ustami Państwowej Komisji Wyborczej zdaje egzamin. Patrzcie – możemy! – cieszą się przedstawiciele władz, czym rekompensują sobie słaby wynik. A może jest inaczej, może właśnie krzyczą – patrzcie, już niczego nie potrafimy, już niczego nie możemy. Oczywiście nie do nas wołają.
PS. Komisje zawieszają pracę na noc. Czy gwiazdy sprzyjac będą Platformie Obywatelskiej?
Zaczyna się zresztą wcześniej. Olewane sygnały, że może, a raczej musi być źle, bo przecież na o wiele łatwiejszym teście podczas wyborów uzupełniających do senatu system już był uprzejmy się wywalić. Jakoś to będzie, cieszy się kabaret starszych panów z doświadczeniem, tytułami i certyfikatem ukończenia kursu w Moskwie, pod wodzą ojca drugoligowego obecnie polityka partii rządzącej. Potem mamy głosowanie – urny z tektury, walające się wszędzie głosy, karty wydawane już z krzyżykami, polowanie na głosujących w celu kupienia ich głosów – ot, taki krótki przegląd wiadomości z jednego dnia, zauważonych nawet w „Gazecie Wyborczej”, przynajmniej w jej internetowej wersji. Zajrzyjmy na profil warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Nadesłana relacja: Właśnie wracam po ponad 19 godzinach pracy w komisji. W środku nocy dowiedzieliśmy się, że system 'nie działa' i drukowane protokoły nie zawierają niektórych partii lub kandydatów. Od informatyka dowiedziałam się, że od rana stworzono kilka programów zastępczych, ale na spotkaniu dla przewodniczących komisji słyszałam już w CZWARTEK, że część elektroniczna może nie wypalić. Koło 5:30 dowiedzieliśmy się, że na transport do urzędu trzeba czekać dwie godziny lub przyjechać samemu, ale nie wiadomo, ile to wszystko zajmie, bo urząd nie wie, co z tym zrobić. Protokołów nie można było wywiesić, bo ich nie było. Pod urzędem były za to setki wkurwionych ludzi i tysiące kartonów, które dotarły na miejsce prywatnymi samochodami (zamiast transportem z policyjną eskortą) i walały się kiepsko pilnowane po ziemi. Nikt nie wiedział, gdzie iść ani co robić. Część worków (niektóre komisje miały je w dość kiepskim stanie) kazano nam położyć w holu, część wywieźliśmy do pokoju, w którym spędziliśmy jeszcze miło czas do ósmej rano, gdzie były byle jak oznakowane i rzucone w zasadzie razem do kupy. Do wydrukowanych protokołów moja komisja dopisywała ręcznie tabelkę z wynikami od Rozenka, bo jej brakowało. Gorąco pozdrawiam!
To w dzień, wieczorem zaś zaczyna się czekanie na wyniki. Po wszystkich machlojkach, których nikt nawet nie ukrywa, zaczyna się wielka bitwa z komputerami, przegrywana przez starszych panów, którzy są żywym dowodem na to, że wiek emerytalny nie może być wydłużany w nieskończoność. Goście, którzy nie za bardzo nie są już w stanie mówić, stają się panami sytuacji i mają doprowadzić do końca złożony proces wyborczy. Czytamy i słyszymy więc o kolejnej kompromitacji, tyle, że ta wydaje się być stanem permanentnym. Nikomu nie zależy już nawet na pozorach. Wybory przeprowadzane są byle jak, zdjęcia, które pokazują obrazki, które kojarzą się raczej z wyborami w miejscach w rodzaju zajętych przez Rosjan terenów ukraińskich. Potem siadają za stołem garstkę nieogarniętych starszych ludzi. Robią z państwa i jego instytucji pośmiewisko. Państwo, tym razem, trzęsącymi się rękami i sepleniącymi ustami Państwowej Komisji Wyborczej zdaje egzamin. Patrzcie – możemy! – cieszą się przedstawiciele władz, czym rekompensują sobie słaby wynik. A może jest inaczej, może właśnie krzyczą – patrzcie, już niczego nie potrafimy, już niczego nie możemy. Oczywiście nie do nas wołają.
PS. Komisje zawieszają pracę na noc. Czy gwiazdy sprzyjac będą Platformie Obywatelskiej?
(5)
5 Comments
Ważne! PKW informuje:
18 November, 2014 - 11:00
Be careful what you wish for, cause it may come true.
Brak słów aby określić ten
18 November, 2014 - 12:59
Bo to Kabotynizm Starszych Panów :( ale i nasz...
18 November, 2014 - 17:23
Co prawda - "W jednej z komisji trzeba było liczyć głosy od nowa - w urnie było za dużo kart do głosowania wobec liczby oddanych głosów", ale jakoś jednak przeszło.
I to wszystko w sytuacji, kiedy kilkadziesiąt głosów decyduje.
Więcej kart, mniej kart, karton zamiast urny, wory w piwnicy, wsio ryba, "oni" już nie muszą udawać - Wielki szwindel?! PSL wbrew exit polls wygrywa w Świętokrzyskiem z wynikiem 50 proc.!
Rada:
18 November, 2014 - 18:39
Znalezione w sieci.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Ba, on jest taki porządny
18 November, 2014 - 20:30