"Wilcze doły pod rządem Beaty Szydło"

 |  Written by Ursa Minor  |  1
Z Januszem Szewczakiem, posłem elektem Prawa i Sprawiedliwości, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Rafał Stefaniuk

W swojej działalności społecznej i publicystycznej walczy Pan z przywilejami i bezkarnością banków. W Islandii skazano na karę więzienia 26 bankierów za udział w kryzysie finansowym z roku 2008, jaki zdestabilizował finanse nie tylko tego kraju. W Polsce też kiedyś będziemy stosowali podobne standardy?

– Kluczowa dla sprawy jest wypowiedź prezydenta Islandii, który w kontekście kryzysu wywołanego przez banki powiedział, że oni z bankierami nie będą się patyczkować. Widzimy, że taki mały kraj może być wzorem dla świata, a postrachem dla wielkich banków i sektora bankowości. Praprzyczyną kryzysu w 2008 r. był szaleńczy pęd bankierów do nieuczciwych zysków i nieliczenie się z ryzykiem. Dobrze by było, żeby rządzący tym światem nie myśleli o tworzeniu nowego porządku poprzez kolonizację umysłów i naszych portfeli, a zaczęli opracowywać rozwiązania etycznego i racjonalnego funkcjonowania banków. Niestety poza Islandią nie znajdziemy pozytywnych przykładów. Polska nie jest wzorem dla innych. To nie jest tak, że nasz sektor działa sprawnie, uczciwie i profesjonalnie, on wymaga wielu zmian. Ale skoro udało się w Islandii, to dlaczego ma się nie udać u nas?

Opisuje Pan również niezbyt przyjazną twarz banków.

– Banki na świecie utraciły swoją reputację i będzie im bardzo ciężko ją odzyskać. Teraz chodzi o coś więcej, aby w majestacie prawa nie dochodziło do rabunku na milionach zwykłych ciułaczy. Do tej pory za błędy i przekręty banków płacili zwykli obywatele. Najnowsza dyrektywa unijna o restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków zawiera niezwykle groźne zapisy umożliwiające nawet skonfiskowanie zdeponowanych pieniędzy klientów banków. To już zastosowano w praktyce na Cyprze. Kryzys bankowy na świecie się nie skończył i możliwe, że wkrótce wybuchnie ze zdwojoną siłą. Jest bardzo dużo do posprzątania w sektorze bankowym, to prawdziwa stajnia Augiasza. Świat wielkich banków wymaga przebudowy pod względem personalnym, moralnym i wizji, czemu ma służyć. A także być może potrzebuje nowych pomysłów na system finansowy i kredytowy, gdzie nie dominuje lobby lichwiarsko-bankowe, odsetki od odsetek, totalne zadłużenie wszystkich i toksyczne instrumenty finansowe, ale interesy społeczeństw i narodów. Wiele osób stało się współczesnymi niewolnikami, a ich los jest uzależniony od tego, co zadecyduje bank w ich sprawie, czy postanowi obedrzeć nas ze skóry.

Obrona obywateli przed bankami oraz uporządkowanie sektora finansowego to powody, dla których zdecydował się Pan zostać posłem?

– To jest jeden z głównych powodów. Drugim powodem była zorganizowana nagonka na ostatnie polskie instytucje finansowe, obok banków spółdzielczych, a więc na SKOK-i. Nagonka ta była brudnym politycznym spiskiem. A trzecim powodem jest to, jakie warunki ekonomiczne stworzono ludziom mieszkającym na południowym Podlasiu i na Lubelszczyźnie. Tam widać inną Polskę. Moim zdaniem, jest to ta lepsza Polska, ale przy tym gospodarczo kompletnie zaniedbana i opuszczona przez rządy Platformy i PSL. Właściwie była karana za to, na kogo i jak głosuje. Tam nie ma wielkich inwestycji i publicznych pieniędzy. Jest to trochę inny świat w porównaniu z tym, co widzimy na zachodzie Polski czy na Śląsku. O moim kandydowaniu przesądziła chęć stworzenia lobby politycznego na rzecz Polski Wschodniej. W mojej ocenie, teraz to głównie tam powinny trafiać publiczne środki finansowe i inwestycje. Potrzeba więc mocnej grupy osób, które włączyłyby się w ten projekt „Teraz czas na Polskę Wschodnią”. Wstępną deklarację współpracy w tej sprawie złożyli już tacy politycy, jak posłowie Elżbieta Kruk, Jarosław Stawiarski czy senator Grzegorz Bierecki.

I to lobby będzie oficjalnie działającą grupą w parlamencie?

– Myślę, że to możliwe, abyśmy powołali taki zespół polityczny, który pilnowałby, żeby pieniądze nie trafiały wyłącznie do wielkich miast Polski Centralnej czy Zachodniej.

W Polsce poważnym problemem są niskie płace. Ich udział w PKB w 2014 r. wyniósł 46 proc., czyli zaraz po Litwie najmniej w Unii Europejskiej. A według badań pracujemy najwięcej w Europie.

– To jest szerszy problem oceny 25-lecia przemian w Polsce. Nie da się z czystym sumieniem powiedzieć, że w Polsce nie znajdziemy dziedzin życia, które nie są ruiną. Nie może więc dziwić wielka ucieczka młodych ludzi za granicę. 2,5 mln osób wyjechało za chlebem i normalnym życiem! To są straty porównywalne z wojną. Polskie dzieci są i rodzą się, ale w Londynie i Dublinie, bo tam się o nie dba. To, co miesięcznie Polacy dostają na swoje konta, to są to wynagrodzenia tak małe, że można je już porównywać z zarobkami Azjatów. W Europie wyprzedzamy Rumunię i Bułgarię. Możemy zazdrościć zarobków Czechom i Słowakom. Mamy niższe płace i świadczenia społeczne niż Grecy, którzy są w totalnym kryzysie gospodarczym. 2,8 mln Polaków żyje na krawędzi egzystencji. To, że mamy piękne fasady i hipermarkety wypchane zagranicznym badziewiem, to nie jest dowód na siłę polskiej gospodarki. Grecy też mają piękne mosty i oświetlone biurowce, choć są w ruinie gospodarczej i finansowej. Ale nie możemy liczyć na wysokie pensje, skoro przez ostatnie 8 lat rządzący prowadzili wojnę ekonomiczną z własnym Narodem, w której preferowano głównie obcy kapitał. Przez 8 ostatnich lat rząd PO – PSL nie podniósł skandalicznie niskiej kwoty wolnej od podatku. Przez ten czas obserwowaliśmy przyspieszone, a często aferalne wyprzedawanie majątku narodowego. Symbolem stała się kolejka linowa na Kasprowy Wierch. Właściwie tylko nerki Polaków są jeszcze niezagrożone, bo pomysły na sprzedaż lasów i ziemi już się pojawiły.

Stąd też wielkie nadzieje polskiego społeczeństwa. To dodatkowo motywuje do pracy?

– To, co pan mówi, to prawda. Nadzieje są bardzo rozbudzone. Ludzie chcą państwa uczciwego, sprawnie funkcjonującego, czyli normalnego. Nie stworzymy go bez profesjonalnego zarządzania, które będzie kierowało się interesem naszego kraju. Polacy nie chcieli tylko zmiany, ale chcieli dobrej zmiany. Chcieli, aby sprawy stojące przez wiele lat na głowie, postawić na nogi. Nie zmienimy tego, gdy bardziej niż obywateli władza będzie słuchać kanclerz Angeli Merkel czy biurokratów z Brukseli. To nie będzie proste i łatwe rządzenie. Z pewnością nie będzie z górki. „Demolka” dokonana przez rządy Donalda Tuska i Ewy Kopacz jest olbrzymia, i to we wszystkich sferach funkcjonowania państwa. Jest co robić i dlatego ważne jest, żeby już na starcie dobrać profesjonalną ekipę. Potrzebni są ludzie, którzy nie tylko mają wizję naprawy Polski, ale mają twardy charakter i kręgosłup. Przecież wpływ lobby lichwiarsko-bankowego, zagranicznych grup interesu czy mediów, które nie spuściły z tonu podczas ciągłego ujadania, jest w Polsce niebywale potężny. Ale mimo wszystkich przeciwności podjęliśmy się zadania naprawy Rzeczypospolitej i w żadnym wypadku nie możemy teraz zdezerterować. Wyzwania są olbrzymie, oczekiwania jeszcze większe i my ich nie możemy zawieść.

Jednak odchodząca ekipa uważa, że zostawia Polskę w drugim złotym wieku i dlatego start rządu Prawa i Sprawiedliwości będzie ułatwiony.

– Tylko że nowy rząd już może się przygotować na pozostawione miny z opóźnionym zapłonem, których jest cała masa. Pierwszą jest fatalny budżet z rekordową dziurą ministra Mateusza Szczurka – prawie 55 mld zł! W budżecie tym prawie wszystkie pozycje makroekonomiczne są wirtualne. Przeszacowano dochody, a wpływy z VAT już w tym roku będą niższe od 8 do 10 mld zł. I to przy ostrożnych wyliczeniach. Nie doszacowano wydatków, a nawet sztucznie je zaniżono. Zawyżono zaś inflację. Zaplanowany wzrost prawie na poziomie 4 proc. wydaje się mało realny, gdyż nasz największy partner biznesowy, Niemcy, będzie mieć duże problemy. A to m.in. za sprawą bezmyślnego przyjmowania migrantów. Nie można wykluczyć też spowolnienia w Chinach. Jest jeszcze zabójczy dla naszego przemysłu pakiet klimatyczny. Odchodząca ekipa PO – PSL pozostawiła wilcze doły w gospodarce, finansach i zobowiązaniach państwa na przyszłość. Jestem więc bardzo sceptyczny wobec stwierdzeń, że premier Kopacz zostawia dobrze funkcjonujący kraj. Wydaje mi się, że trafniejszej oceny sytuacji w kraju dokonał minister Bartłomiej Sienkiewicz, który powiedział, że to „kamieni kupa” i że to państwo istnieje teoretycznie.

Zapytam o podstawy, czyli edukację. Ekonomia powinna zagościć w szkołach, i to od jak najwcześniejszego etapu nauczania?

– Myślę, że jest to bardzo dobry pomysł. Nasze społeczeństwo powinno być edukowane w systemie szkolnictwa tak, aby nie tylko zaliczać ministerialne testy, ale także aby mogło wykorzystywać wiedzę w codziennym życiu. Nauka nie może się jednak ograniczać tylko do szkół. Duże znaczenie w naprawie Polski odegra zmiana systemu medialnego. Media mogą pełnić rolę nietuzinkowego źródła edukacji. Ale trzeba położyć nowe fundamenty myślenia i wizji oraz etyki ludzi mediów, głównie w telewizji publicznej i polskim radiu. Te dwie instytucje trzeba przywrócić Polakom oraz nadać im polską wizję rozumienia świata i jego zagrożeń. Tej wielkiej szansy danej przez polskie społeczeństwo nie wolno zmarnować.

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/146405,wilcze-doly-pod-rzadem-beaty-szydlo.html
5
5 (2)

1 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor
Platforma tworzy Polską Partię Protestującą 

Jeszcze nie zakończyła się kadencja obecnego Sejmu (trwa do 8 listopada) i ciągle rządzi Platforma z PSL, a coraz częściej w mediach słychać, że już za chwilę będą protestowali, jeżeli tylko Prawo i Sprawiedliwość przystąpi do realizacji swojego programu wyborczego.

Od kilku dni trwa w mediach swoiste „rozdzieranie szat” nad przyszłością gimnazjów, które zgodnie z zapisami w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości mają być wygaszane począwszy od roku szkolnego 2016/2017 (powrót do 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniej szkoły średniej).

Najpierw martwiono się losem nauczycieli uczących w gimnazjach, którzy jakoby mieliby stracić pracę (co jest oczywistą nieprawdą, ponieważ nauczyciele z gimnazjów będą uczyć w szkołach podstawowych i średnich).

Później zaczęto straszyć pustymi budynkami po gimnazjach, a przecież będą musiały być one wykorzystywane, ponieważ wbrew pozorom infrastruktury edukacyjnej poszczególne samorządy wcale nie mają za dużo.

Wreszcie wypowiedziała się sama minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, która stwierdziła w jednym z wywiadów, że jest gotowa „zginąć za gimnazja”, bo jej zdaniem są wręcz niezwykłym osiągnięciem reformy edukacyjnej z 1998 roku.

Mimo tej swoistej nagonki medialnej i roztaczania wręcz apokalipsy, która miałaby nastąpić w edukacji po wygaszaniu gimnazjów, Polacy jednak wiedzą swoje i aż 72% chce powrotu do 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniej szkoły średniej.

Jeszcze ostrzej atakowany jest pomysł powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego, zdaniem krytykujących ma wręcz rozsadzić finanse publiczne, choć tak naprawdę rozsadza je tzw. reforma emerytalna z 1998 roku, która wprowadziła system zdefiniowanego świadczenia i OFE wysysające z budżetu miliardy złotych rocznie.

Z podobnych pozycji krytykowana była także propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku w PIT z 3 do 8 tysięcy złotych, ale krytyka medialna ustała natychmiast po wtorkowym rozstrzygnięciu Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że wieloletni brak waloryzacji tej kwoty jest niezgodny z Konstytucją RP.

Tak przy okazji, to rozstrzygnięcie tej sprawy przez TK dopiero 2 dni po wyborach po ponad roku od złożenia skargi przez Rzecznika Praw Obywatelskich wygląda niestety na nieprzypadkowe.

Zupełnie suchej nitki na Prawie i Sprawiedliwości nie zostawiają zarówno media, jak i prominentni politycy Platformy w związku z zapowiedzią realizacji jednej z najważniejszych reform, mianowicie wypłacania 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko w rodzinach bardziej zamożnych i także na pierwsze w rodzinach mniej zamożnych.

To oczywiście kosztowny program, którego wydatki szacowane są na około 21 mld zł rocznie, ale to swoista inwestycja w przyszłość naszego kraju, jego rynek pracy, system ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych za 20-30 lat.

Naszym zdaniem, jeżeli program ten się powiedzie, to nie będzie w przyszłości w Polsce brakowało rąk do pracy, a systemy emerytalno-rentowy i ubezpieczeń zdrowotnych będą wydolne.

Platforma i jej eksperci są jednak innego zdania. Uważają, że nie stać nas na takie wydatki i mają rację, ale tylko w sytuacji, gdyby tolerować (jak to robiła Platforma przez całe 8 lat) niepłacenie podatków przez „wielkich tego świata”.

Jeżeli przypilnujemy tylko, aby takie podmioty podatki w Polsce płaciły, to nie ulega wątpliwości, że w budżecie pojawią się środki na finansowanie tego programu.

W ostatni poniedziałek premier Ewa Kopacz w programie „Tomasz Lis na żywo” zapowiedziała powołanie gabinetu cieni – ministrów, wiceministrów, którzy będą krytykowali każdy projekt ustawy, każdą wypowiedź swoich odpowiedników w rządzie.

Nie sądziłem, że ludzie Platformy tak się przyzwyczaili do swoich stanowisk, że nawet w opozycji będą piastować swoje funkcje. Oby jednak z lepszym skutkiem niż przez ostatnie 8 lat.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/146521,platforma-tworzy-polska-partie-protestujaca.html

Więcej notek tego samego Autora:

=>>