
Nie śledzę na bieżąco aktywności Janusza Wojciechowskiego na Twitterze, jednak czasem ktoś podaje dalej opisywane przez niego sytucje, z jakimi styka się w ramach akcji Dudapomoc. Wczoraj natrafiłam na cykl takich wpisów, dotyczący podejścia sądów do kwestii opieki nad dziećmi.
Co jakiś czas opinią publiczną wstrząsają doniesienia o tym, że sąd odebrał dzieci rodzicom zbyt biednym, zbyt grubym, zbyt religijnym. Cóż, rodzinę zastępczą można prowadzić z pobudek szlachetnych, ale i pieniądze z tego są, państwo woli dzieci odebrać i zapłacić więcej obcym, niż wspomóc ubogich rodziców. Wczoraj Wojciechowski opisał w krótkiej, twitterowej formie kilka spraw, będących zapewne wierzchołkiem góry lodowej. A lód nie jest tu chyba żadną przenośnią, bo z czego serca ma sąd, odbierajacy rodzicom dzieci i rozdzielajacy je, ponieważ "w domu panuje nieprzyjemny zapach, pochodzący od trzech psów i królika..."? A co Państwo na to: "Matka Polka uciekła z dzieckiem od przemocy ojca Duńczyka. Sąd duński przyznał dziecko matce, sąd polski - ojcu Duńczykowi. Żeby było ciekawiej - polski sąd wiedział, że ojciec Duńczyk siedział w przeszłości za gwałt. I jeszcze - ojciec Duńczyk pracuje tygodniami na platformie, dzieckiem, lepiej niż matka, ma się zająć konkubina ojca...". Ile trzeba mieć pogardy dla człowieka, by wydać taki wyrok? Czy sędzia uważa Polaków za podludzi, czy decyzja ma jakieś inne przyczyny? A tu przecież chyba nie chodzi już tylko o brak dekomuznizacji a o to, że kto w III RP dostaje kawałek włedzy nad ludźmi, czuje się panem życia i śmierci, bogiem wręcz? Więc pan albo pani decyduje - zniszczy życie rodzicom, dzieci odda obcym, czy na tym zarobi, czy zostanie mu tylko satysfakcja, nie potrafię ocenić. Szlag mnie tylko trafia, gdy o tym czytam. Mniejsza ze mną, co z ofiarami tej instytucjonalnej przemocy? Czy gdy od razu, lub za kilkanaście lat ktoś nie wytrzyma i postanowi samemu zadbać o własne poczucie sprawiedliwości, gdy role się odwrócą w jakiejś dramatycznej historii, czy będzie można mieć pretensję, ocenić zachoanie zdesperowanego rodzica lub okradzionego z najważniejszych rzeczy dziecka, nastolatka, dorosłego? Nie napiszę, że nie życzę sędziom czy urzędnikom, by nie musieli się o tym przekonać, bo bym skłamał, a kłamać nie muszę.
Jakby tego wszystkiego było mało, gdy tylko przejrzałem sobie tweety europosła, jak na zawołanie wyskoczył mi gazetowy artykuł o tym, że kolejny sąd postanowił odebrać dzieci dziadkom, którzy zajmowali się nimi po tym, jak matka zginęła w pożarze. Cóż, straciły mamę, więc czemu by nie odebrać im wszystkiego... Czysta, sadystyczna przyjemność.
Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że ludzie szukają sobie choćby i mafijnych bądź służbowych obrońców, gdy instytucje państwa traktują ich, wzorem polityków, jak bydło? Rozdzielić, sprzedać, oddać do rzeźni. A potem szok, skąd popularność szemranego chama, który nie boi się "odpowiednie dać rzeczy słowo", bo jest silny jakimś nieznanym nam jeszcze poparciem. Ano stąd. Codzienną arogancją hodujecie stonogi, które pewnego dnia was zeżrą, a nas razem z wami. Chyba, że samo powstrzymamy was trochę wcześniej, czego jednak nie byłbym pewien. Oby Wojciechowskiemu starczyło siły i determinacji. Konieczna jest zmiana przepisów, lecz również mentalności sędziów, urzędnikow, władz. Dużo tego, cholernie dużo.
https://twitter.com/jwojc
https://twitter.com/karnkowski
Co jakiś czas opinią publiczną wstrząsają doniesienia o tym, że sąd odebrał dzieci rodzicom zbyt biednym, zbyt grubym, zbyt religijnym. Cóż, rodzinę zastępczą można prowadzić z pobudek szlachetnych, ale i pieniądze z tego są, państwo woli dzieci odebrać i zapłacić więcej obcym, niż wspomóc ubogich rodziców. Wczoraj Wojciechowski opisał w krótkiej, twitterowej formie kilka spraw, będących zapewne wierzchołkiem góry lodowej. A lód nie jest tu chyba żadną przenośnią, bo z czego serca ma sąd, odbierajacy rodzicom dzieci i rozdzielajacy je, ponieważ "w domu panuje nieprzyjemny zapach, pochodzący od trzech psów i królika..."? A co Państwo na to: "Matka Polka uciekła z dzieckiem od przemocy ojca Duńczyka. Sąd duński przyznał dziecko matce, sąd polski - ojcu Duńczykowi. Żeby było ciekawiej - polski sąd wiedział, że ojciec Duńczyk siedział w przeszłości za gwałt. I jeszcze - ojciec Duńczyk pracuje tygodniami na platformie, dzieckiem, lepiej niż matka, ma się zająć konkubina ojca...". Ile trzeba mieć pogardy dla człowieka, by wydać taki wyrok? Czy sędzia uważa Polaków za podludzi, czy decyzja ma jakieś inne przyczyny? A tu przecież chyba nie chodzi już tylko o brak dekomuznizacji a o to, że kto w III RP dostaje kawałek włedzy nad ludźmi, czuje się panem życia i śmierci, bogiem wręcz? Więc pan albo pani decyduje - zniszczy życie rodzicom, dzieci odda obcym, czy na tym zarobi, czy zostanie mu tylko satysfakcja, nie potrafię ocenić. Szlag mnie tylko trafia, gdy o tym czytam. Mniejsza ze mną, co z ofiarami tej instytucjonalnej przemocy? Czy gdy od razu, lub za kilkanaście lat ktoś nie wytrzyma i postanowi samemu zadbać o własne poczucie sprawiedliwości, gdy role się odwrócą w jakiejś dramatycznej historii, czy będzie można mieć pretensję, ocenić zachoanie zdesperowanego rodzica lub okradzionego z najważniejszych rzeczy dziecka, nastolatka, dorosłego? Nie napiszę, że nie życzę sędziom czy urzędnikom, by nie musieli się o tym przekonać, bo bym skłamał, a kłamać nie muszę.
Jakby tego wszystkiego było mało, gdy tylko przejrzałem sobie tweety europosła, jak na zawołanie wyskoczył mi gazetowy artykuł o tym, że kolejny sąd postanowił odebrać dzieci dziadkom, którzy zajmowali się nimi po tym, jak matka zginęła w pożarze. Cóż, straciły mamę, więc czemu by nie odebrać im wszystkiego... Czysta, sadystyczna przyjemność.
Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że ludzie szukają sobie choćby i mafijnych bądź służbowych obrońców, gdy instytucje państwa traktują ich, wzorem polityków, jak bydło? Rozdzielić, sprzedać, oddać do rzeźni. A potem szok, skąd popularność szemranego chama, który nie boi się "odpowiednie dać rzeczy słowo", bo jest silny jakimś nieznanym nam jeszcze poparciem. Ano stąd. Codzienną arogancją hodujecie stonogi, które pewnego dnia was zeżrą, a nas razem z wami. Chyba, że samo powstrzymamy was trochę wcześniej, czego jednak nie byłbym pewien. Oby Wojciechowskiemu starczyło siły i determinacji. Konieczna jest zmiana przepisów, lecz również mentalności sędziów, urzędnikow, władz. Dużo tego, cholernie dużo.
https://twitter.com/jwojc
https://twitter.com/karnkowski
(4)
2 Comments
Budyniu
14 June, 2015 - 10:24
Nie tylko sędziowie... Prokuratorzy, o których można przeczytać przy okazjach takich, jak pan Piotr Staruchowicz, a jeszcze częściej nie można przeczytać, bo sprawa nie wzbudziła zainteresowania mediów.
Mój kolega, młodszy, ale w wieku już "dochodzącym", był przez jakiś czas dyrektorem zakładu "malującego" olej opałowy. Prezes tej firmy na drugim końcu Polski zrobił z tego oleju opałowego olej napędowy. Kolega od prawie roku już w tej firmie nie pracował, ale pan prokurator B. z miasta na Kujawach uznał, że chce go mieć pod ręką. I miał - ponad pół roku. W tym czasie zablokowane konto - na adwokata, żona która z dnia na dzień została bez środków do życia, musiała pożyczać. Dopiero po siedmiu miesiącach sąd w Gdańsku nie zgodził się na kolejne przedłużanie aresztu (w swoim mieście pan prokurator B. nie ma problemów z uzyskaniem akceptacji sądu) i odblokowanie konta. Niedawno śledztwo zostało zamnknięte i zaczęło się "wielkie czytanie". Z "mocnych dowodów", które pan prokurator miał na mojego kolegę zostało - cytuję: "mógł wiedzieć, że oskarżony X. (prezes firmy) prowadzi nielegalny obrót paliwem".
Mógł wiedzieć...
Pan prokurator B. z miasta na Kujawach też mógł wiedzieć - jeżeli jeździ samochodem z silnikiem Diesla, albo ktoś z jego rodziny lub znajomych ma taki. Wszak proceder przemiany oleju opałowego w olej napędowy odbywał się w rewirze, nad którym pan prokurator B sprawuje prokuratorską pieczę.
Kolega - zdolny menadżer i inżynier, pracuje teraz za pensję nieco wyższą niż najniższa krajowa i czekając na rozprawę, która odbędzie się może za rok, a może za pięć lat, musi być wdzięczny, że ma pracę.
To co napisałeś miedzy wierszami... Kiedyś w rozmowie z kolegą zeszło na ten temat. Powiedziałem, że gdyby trafiło na mnie...
I myślę, że jeżeli buta tych ludzi i pogarda dla "podmiotów prawa" nie zostanie powstrzymana, to się zacznie dziać.
PS
Podmiot prawa... Samo słowo "podmiot" jakoś tak niezbyt budująco brzmi, nie uważasz?
ano niezbyt, dzięki za
14 June, 2015 - 23:03
pozdrawiam