Dramat emerytów dłużników – stracili mieszkanie za długi znajomego sprzed lat.
„Kierując do Państwa tę prośbę, liczymy, że może poruszy Was nasza historia, historia dwojga starych ludzi" – tak zaczyna się list 77-letniego Andrzeja Pieniądza z Rzeszowa.
Sześć lat temu komornik sprzedał ich mieszkanie za połowę wartości. Za niespłacony dług kolegi sprzed kilkunastu lat, którego wierzycielem była m.in. sędzia z mężem.
Grozi im eksmisja na bruk. Długu, a właściwie odsetek, które nalicza sąd, nie spłacą do końca życia. Ich opowieść to historia ślepej na krzywdę zwykłych ludzi Temidy.
Nieudany biznes
Pan Andrzej z żoną Danutą pogodzili się z losem. Żyją ze skromnych emerytur, których część zabiera im komornik – w efekcie od kilku lat, nawet zimą, nie ogrzewają mieszkania. Po opłaceniu komornika (który ściąga im odsetki – tysiąc złotych każdego miesiąca) zostaje im na życie ok. 500 zł. – Martwię się, co zrobić z regałami książek gromadzonych przez lata, sprzętem, który zalega w 65-metrowym mieszkaniu, to dobytek naszego życia, nikt tego nie kupi – zastanawia się pan Andrzej.
Ich mieszkanie od sześciu lat jest własnością przedsiębiorcy z Rzeszowa, który nabył je w drodze komorniczej licytacji. – Za połowę ceny, która wtedy, gdy wyceniano nasze lokum, obowiązywała – wzdycha pan Andrzej. Na dowód tego pokazuje obwieszczenia innych komorników o licytacji mieszkań z 2009 r. (z operatami z 2007 r.). Ich mieszkanie w atrakcyjnym centrum Rzeszowa poszło za 1,9 tys. zł za metr kwadratowy, licytacje podobnych – za 4,2–4,5 tys. zł. Gdyby nie to, dziś pewnie długów by nie mieli.
Kłopoty Andrzeja Pieniądza zaczęły się pod koniec lat 90. Był wtedy przedsiębiorcą, znajomy szukał małej pożyczki – 30 tys. zł – na rozkręcenie biznesu z Ukrainą. Pan Andrzej skojarzył znajomego z Rafałem K., który chciał zainwestować w ten projekt. To on wyłożył 21 tys. zł, resztę jego narzeczona z przyjaciółką, która po kilku latach została sędzią w Rzeszowie. – Żadnej umowy nie spisaliśmy, po prostu to była dżentelmeńska umowa, a ja byłem jej świadkiem – wspomina pan Andrzej. Tyle że pomysł nie wypalił, pieniądze przepadły, a Rafał K. w ciągu kilku miesięcy zażądał spłaty długu. – Znajomy, który wziął pożyczkę, nie miał tych pieniędzy, potem wyjechał do USA. Wszystko spadło na mnie. A ja wykazałem się wielką naiwnością. Po naciskach Rafała K. po fakcie spisaliśmy umowę, choć nie musiałem tego robić – mówi.
Bez zgody żony pan Andrzej zgodził się na zastawienie mieszkania, widząc w tym jedyne wyjście z kryzysowej sytuacji. – Sądziłem, że uda mi się planowany biznes i pokryję zobowiązania. Miałem producentów kamienia pod autostrady ze Słowacji i wstępne umowy z polskimi firmami budowlanymi. Tyle że rząd wycofał się z planowanej autostrady. Poniosłem fiasko i tak wpadliśmy w spiralę zadłużenia, z której już nie wyszliśmy. Zaczęło nam brakować na czynsz, zadłużyliśmy się we wspólnocie mieszkaniowej. Chcieliśmy się uwolnić od długów, sprzedając jedyny majątek – mieszkanie, ale napotkaliśmy mur – wzdycha pan Andrzej.
Rafał K. wystąpił do komornika o zlicytowanie mieszkania pana Andrzeja. Operat szacunkowy z 2002 r. opiewał na 98 tys. zł (cena wywoławcza 73 tys. zł). Licytacja przesunęła się jednak o dwa lata, a odsetki rosły.
Ślepa Temida
Andrzej Pieniądz przez cztery lata pisał pisma do sądu, wierzycieli, komornika, by pozwolili mu sprzedać mieszkanie za dobrą cenę na rynku wtórnym pod kuratelą notariusza. – Chciałem wszystkich spłacić wraz z odsetkami, a to, co zostanie, ewentualnie zostawić sobie na mały kąt – tłumaczy pan Andrzej. Tym bardziej że miał kupca, który chciał zapłacić za mieszkanie 250 tys. zł. – Dawał nam dwa razy więcej, niż wynikało z operatu szacunkowego. Ale ani komornik nie chciał się wycofać, ani sąd podjąć mediacji z wierzycielami – utyskuje pan Andrzej.
Wniosek o ponowną wycenę sąd uznał. Ta sama biegła wyceniła mieszkanie państwa Pieniądz jedynie na 123 tys. zł, a licytacja nastąpiła dopiero w listopadzie 2007 r. Wtedy już wartość mieszkania pana Andrzeja była dwukrotnie większa, czego dowodem są wyceny podobnych mieszkań w Rzeszowie w licytacjach innych komorników. Sąd odrzucił prośbę dłużników o adwokata z urzędu. Mieszkanie kupił znany w Rzeszowie przedsiębiorca, a koszty egzekucji komorniczej tylko z wierzytelności Rafała K. sięgnęły blisko 6 tys. zł! Nowy właściciel zażądał od dłużników wyprowadzenia się lub comiesięcznego czynszu – 1000 złotych. Andrzeja Pieniądza i jego żony nie stać było na taką opłatę(...)
http://www.rp.pl/artykul/17,1101506-Za-dobre-serce-na-starosc-na-bruk.html
1 Comments
Nowa definicja dobrego serca?
13 April, 2014 - 17:03
Za moich czasów to się nazywało naiwność, a zastawianie mieszkania za plecami żony to była nieuczciwość. Teraz to się nazywa "dobre serce"? Dosyć to grubymi nićmi szyte.