
Jak wszyscy wiemy na obchody rocznicowe do Auschwitz zaproszono wnuka komendanta, pominięto natomiast dwójkę (bo jest ich dwoje, choć więcej mówi się o córce) dzieci rotmistrza Pileckiego. Niektórzy chcieliby widzieć w tym po prostu przejaw bałaganu lub niewiedzy, jednak nie widzę powodów, by przyjmować tak korzystną dla urzędników III RP interpretację. To ciąg dalszy zakłamamywania historii przez Cyrankiewicza i kolegów, ciąg dalszy pomniejszania roli Pileckiego już w III RP, to wreszcie kolejne oddanie pola w walce o to, jak na świecie kojarzone są obozy koncentracyjne, znajdujące się na terenie dzisiejszej Polski. Nie przypadkiem autorytetem pozostaje dziś Władysław Bartoszewski, który nie dopuścił w swoim czasie do pośmiertnego odznaczenia rotmistrza. Bartoszewski w czasie okupacji w Warszawie bardziej bał się Polaków, niż Niemców, jego wychowankowie bardziej boją się dzieci Pileckiego, niż wnuka Hoessa. Więc nie ma tu żadnego niedopatrzenia, tak, jak nie ma go w każdym „polskim obozie koncentracyjnym”. Przypomnijmy sobie, że niedawno prokuratura uznała, a sędzia, Krzysztof Ptasiewicz przyklepał, że można używać tego określenia, ponieważ wynika ono z położenia obozów na ziemiach polskich. Tyle, że chodziło o te, położone na terenie Niemiec, Ravensbrück i Buchenwald. Jeśli jednak trzymać się tej logiki, niedługo będziemy pisać, mocni odpowiednimi wyrokami polskich sądów, o polskim zbrodniarzu Hitlerze, ponieważ tenże sprawował władzę nad dużą częścią geograficznego obszaru Polski. Poczekajmy kilka lat.
Polskie obozy koncentracyjne mieszczą się w wizji świata kreatorów naszej opinii publicznej, Pilecki do niej nie pasuje, wiec wynik starcia, przynajmniej na razie, pozostaje oczywisty. A w razie czego pani Gozdyra poinformuje nas, że zginęło kilka milionów ludzi, a Pilecka mogła pojechać bez zaproszenia. I chyba każdy na to pomyślał, że faktycznie, Pilecki bez zaproszenia się tam znalazł. Kilka innych gadzinówek będzie pisać, że prawica nie umie uszanować ofiar i grobów, awanturując się nie wiadomo o co i nie wiadomo, o kogo. A za kilka lat dowiemy się, że teren obozu kupiła jakaś szemrana spółka z siedzibą w Luksemburgu i problem się skończy, bo nikt nie będzie przecież miał prawa narzucać niczego nowemu, prywatnemu właścicielowi firmy „Polski Obóz GmbH” lub podobnej.
Władza, wciąż ciesząca się poparciem większości zdolnej wynieść ją na stanowiska w wyborach (nieważne, czy wyborców, czy tylko liczących głosy urzędników), sprzedaje sobie nas kawałek po kawałku, a gdy komuś powinie się noga, wysyła go na dobrze płatne stanowisko w Brukseli, lub kieruje na krótką medialną kwarantannę. Po kilku miesiącach facet wraca jako autorytet medialny i mówi, a dziennikarz słucha i nie pyta, przecież nie po to jest dziennikarzem, by kąsać rękę, która karmi. Tymczasem zajmujemy się wysypem jednoprocentowych kandydatów, z których każdy jest bardziej patriotyczny od poprzedniego i obroni nas przed Ameryką, Żydami, zaś Rosjanom drogo sprzeda to, co teraz mają za darmo – i tym wygra wybory w internetowym sondażu przeprowadzonym wśród swoich własnych zwolenników. I czytamy nasze własne media, dla których wszystko jest „niebywałe” lub „paradne”, wiec tak naprawdę przewidywalne, banalne i nudne. A przede wszystkim – beznadziejne.
A co to ma wspólnego z brakiem zaproszenia dla dzieci Pileckiego, z wypowiedziami kołujących nas urzędników i pouczających nas dziennikarek? Zapomniałem, ale kilka minut temu miałem wrażenie, że coś ma.
Polskie obozy koncentracyjne mieszczą się w wizji świata kreatorów naszej opinii publicznej, Pilecki do niej nie pasuje, wiec wynik starcia, przynajmniej na razie, pozostaje oczywisty. A w razie czego pani Gozdyra poinformuje nas, że zginęło kilka milionów ludzi, a Pilecka mogła pojechać bez zaproszenia. I chyba każdy na to pomyślał, że faktycznie, Pilecki bez zaproszenia się tam znalazł. Kilka innych gadzinówek będzie pisać, że prawica nie umie uszanować ofiar i grobów, awanturując się nie wiadomo o co i nie wiadomo, o kogo. A za kilka lat dowiemy się, że teren obozu kupiła jakaś szemrana spółka z siedzibą w Luksemburgu i problem się skończy, bo nikt nie będzie przecież miał prawa narzucać niczego nowemu, prywatnemu właścicielowi firmy „Polski Obóz GmbH” lub podobnej.
Władza, wciąż ciesząca się poparciem większości zdolnej wynieść ją na stanowiska w wyborach (nieważne, czy wyborców, czy tylko liczących głosy urzędników), sprzedaje sobie nas kawałek po kawałku, a gdy komuś powinie się noga, wysyła go na dobrze płatne stanowisko w Brukseli, lub kieruje na krótką medialną kwarantannę. Po kilku miesiącach facet wraca jako autorytet medialny i mówi, a dziennikarz słucha i nie pyta, przecież nie po to jest dziennikarzem, by kąsać rękę, która karmi. Tymczasem zajmujemy się wysypem jednoprocentowych kandydatów, z których każdy jest bardziej patriotyczny od poprzedniego i obroni nas przed Ameryką, Żydami, zaś Rosjanom drogo sprzeda to, co teraz mają za darmo – i tym wygra wybory w internetowym sondażu przeprowadzonym wśród swoich własnych zwolenników. I czytamy nasze własne media, dla których wszystko jest „niebywałe” lub „paradne”, wiec tak naprawdę przewidywalne, banalne i nudne. A przede wszystkim – beznadziejne.
A co to ma wspólnego z brakiem zaproszenia dla dzieci Pileckiego, z wypowiedziami kołujących nas urzędników i pouczających nas dziennikarek? Zapomniałem, ale kilka minut temu miałem wrażenie, że coś ma.
(7)
3 Comments
1. Jaroszewicza? czy może
28 January, 2015 - 22:35
http://www.kontrowersje.net/tresc/przepiekny_zyciorys_i_nieprawdopodobna...
pozdrawiam
@Budyń
29 January, 2015 - 06:43
Wyć się chce.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Autor
29 January, 2015 - 10:39
Czyż trzeba więcej argumentów?