Zmory Łubianki

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Z Andriejem Sołdatowem, rosyjskim dziennikarzem specjalizującym się w tematyce służb specjalnych, twórcą portalu Agentura.ru, rozmawia Piotr Falkowski

 

Czy duży wpływ służb specjalnych na życie ludzi w Rosji to zjawisko jeszcze z czasów carskiej Ochrany, czy to dopiero komunizm przyniósł masową inwigilację?

– Carska Ochrana odgrywała pewną rolę, ale nie tak znaczącą jak w czasach sowieckich. Ochrana interesowała się wyłącznie bardzo ograniczoną częścią społeczeństwa, kręgami rewolucjonistów i wywrotowej inteligencji, a po rewolucji inwigilacja zaczęła dotyczyć praktycznie każdego człowieka. Teraz, po okresie pewnego zelżenia, wracamy do tych czasów sowieckich. Jeśli szukać korzeni rosyjskich specsłużb, to nie w Ochranie, ale wyłącznie w czasach sowieckich.

Sowieckie specłużby stworzyli ludzie, którzy przyszli po Dzierżyńskim, w latach 30. minionego stulecia: Jeżow, Jagoda, no i oczywiście Beria. To oni wymyślili system, który z mniejszymi lub większymi zmianami funkcjonuje do dziś.

To prawda, że na Łubiance czy w podobnym miejscu są jacyś anonimowi genialni stratedzy, którzy obmyślają dalekowzroczne scenariusze różnych wyrafinowanych „montaży”?

– To bardzo rozpowszechniony na Zachodzie mit, który – mam wrażenie – rosyjskim specłużbom bardzo odpowiada i robią wiele, żeby stwarzać takie wrażenie. Ale ja w to bardzo wątpię. Historia pokazuje, że wielu kryzysów nie udało im się przewidzieć. W tym największego z ich punktu widzenia, czyli rozpadu ZSRS. To samo dotyczy obecnego kryzysu na Ukrainie, zapoczątkowanego przez protest na Majdanie, i jego zakończenia. To, co się dzieje, to reakcja Rosji na wydarzenia, które już miały miejsce, a scenariusz działań realizuje jak widać raczej wojsko niż tajne służby, chociaż oczywiście na pewno zaangażowano także całą posiadaną na Ukrainie agenturę.

W FSB, SWR i GRU nie ma wielkich intelektualistów, którzy przewidywaliby rozwój wypadków i nim zarządzali. Radzą sobie z tym znacznie gorzej niż rosyjscy politycy i dyplomaci. Bierze się to stąd, że już od lat 40. ludzie, którzy tam służą, mają specyficzną mentalność. Żyją w praktycznie zam-kniętych społecznościach, najczęściej pochodzą z rodzin innych funkcjonariuszy, potem kształcą się w zamkniętych ośrodkach, następnie zakładają rodziny we własnym gronie. Trudno im wyobrazić sobie życie poza niewidocznymi ścianami ich świata. Mają skłonność do budowania bardzo prymitywnych schematów, np. wierzą, że opozycję polityczną musiał stworzyć i sfinansować Zachód, CIA itd., bo nie mieści się im w głowie, że ktoś może mieć inne poglądy polityczne. To nie tylko głupie, ale chodzi o to, że błędny obraz rzeczywistości nie pozwala wyciągać wniosków i prognozować.

Potrafią jednocześnie twierdzić, że są następcami Dzierżyńskiego i carskiej Ochrany. Jednocześnie uważają się za prawosławnych i chwalą Związek Sowiecki jako coś wspaniałego.

Może to taki kamuflaż?

(...)

http://www.naszdziennik.pl/swiat/76149,zmory-lubianki.html

5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>