Znajdź i napiętnuj

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Uderz w stół, nożyczki chirurgiczne się odezwą.

Podpisy pod „Deklaracją wiary" autorstwa Wandy Półtawskiej zbierane są w środowisku medycznym od połowy marca – i od tego czasu publikowane w internecie. Zbierano je również podczas majowych rekolekcji oraz pielgrzymki służby zdrowia i dopiero przy tej okazji za sprawą czujnego korespondenta częstochowskiego oddziału „Gazety Wyborczej" deklaracja uzyskała – przyznajmy, nieco zgrzytliwy – rezonans. Kolejne teksty „Gazety", huczy Radio TOK FM. „Co na to minister zdrowia?" 
– pyta dramatycznie publicystka „Krytyki Politycznej".

W napisanej podniosłym, nieco staroświeckim językiem „Deklaracji" nie pada żadne zdanie, którego nie znalibyśmy z niezliczonych debat, podejmowanych choćby przy okazji prób liberalizacji ustawy aborcyjnej. Dobrze podgrzany medialnie temat zaczął jednak żyć własnym życiem. „Deklaracja ciemnoty!", „Odebrać prawa do wykonywania zawodu!", „Aresztować!" – huczą fora: rytm wyznacza zgrabny okrzyk „Katotaliban!", jeszcze jeden dowód na dar słowa Jerzego Urbana.

Jakość argumentacji pokazuje, podobnie jak wyniki unijnych wyborów, że ludzie o wykształceniu gimnazjalnym mają w Polsce coraz więcej do powiedzenia. Warto byłoby może objaśnić im, że toczone od dwóch tysięcy lat spory o teodyceę z trudnością tylko dadzą się ogarnąć zdaniem „Skoro piszom, że o życiu decyduje bóg, to po co leczom?", lub zagadnąć, czy rzeczywiście zachwalana przez nich przysięga Hipokratesa („ślubuję na Apollina, na Asklepiosa, Hygieę i Panaceę oraz na wszystkich bogów i boginie") wydaje im się aż tak racjonalna – gdyby nie było to tak daremne.

Wśród dziesiątków gniewnych wniosków szczególnie zastanowił mnie jednak jeden: postulat ujawnienia sygnatariuszy. „Którzy to? Niech napiszą adresy! – to sformułowanie padało co chwila na forach. – Albo niech powieszą tabliczkę w gabinecie!". W domyśle – żeby przypadkiem nie wpaść w łapy szamana. Co bardziej krewcy dyskutanci deklarowali, że oni sami napiszą katotalibom na drzwiach, co trzeba, ale tu wyszła im naprzeciw nieoceniona „Wyborcza": od wczoraj z jej strony internetowej można pobrać aplikację pod ciepłą nazwą „Sprawdź lekarza" i przekonać się, czy nazwisko dentysty figuruje na liście sygnatariuszy.

Zaangażowaniu „Gazety" niełatwo dorównać, kłopot w tym, że jeszcze nie każdy obywatel posiada tablet czy iPhone'a. Na szczęście zaniepokojonym pacjentom można zaproponować prostszy sposób rozpoznawania fanatyków w białych kitlach: po wejściu do gabinetu wystarczy spojrzeć nad drzwi. 
U sygnatariuszy „Deklaracji" z pewnością będzie tam wisiał symbol: dwa skrzyżowane pod kątem prostym pręty lub deszczułki. Zwykle przytwierdzona jest do nich niewielka ludzka figurka.

Postępowcy po raz pierwszy mogą uznać za pożyteczne, że tego znaku jeszcze nie wyrugowali ze sfery publicznej: będzie jak znalazł.

http://www.rp.pl/artykul/1113892.html

5
5 (3)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>