
Współcześnie krytyk aby pozostać w obiegu musi zapewnić sobie miejsca na pokazach przedpremierowych, dostęp do różnych materiałów a nawet wywiady z elementami przemysłu filmowego, jak aktorzy, reżyserzy, producenci, kompozytorzy. Nie może narażać się wytwórniom, szczególnie takiemu molochowi Disnejowi, bo go odetnie i cześć. Stąd mamy wysyp recenzji przedpremierowych opiewających filmy, peanów na cześć. Potem człowiek idzie do kina i zastanawia się co oni ćpali recenzując jakieś badziewie. Mamy tu kolejny przykład upadku establiszmętu, który nie spełnia swoich zadań.








