Marcin Brixen - blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Wydawać by się mogło, że trudniej o banalne urządzenie akustyczne niż tradycyjny dzwonek do drzwi. Albo jest sygnał, albo go nie ma. I tyle.
A tak naprawdę to nieprawda. Ile emocji mozna nim przekazać!
Dzwonek w mieszkaniu Hiobowskich wybrzmiewał natarczywie i alarmistycznie. Pełne złych przerzuć tata Łukaszka otworzył drzwi i o mało nie został staranowany przez panią Sitko. Dozorczyni wtargnęła do mieszkania, wpadła do pokoju, siadła na kanapie i głośno lamentując wzywała imienia boskiego. Za nią człapał posępnie jej małżonek trzymając w zaciśniętej dłoni pomiętą kopertę.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Siostra Łukaszka pojechała do innego miasta. Sama. No i oczywiście tam zabłądziła. Na jej usprawiedliwienie trzeba dodać, że miejsca spotkania nie można było znaleźć nawet w internecie. Siostra stała na ulicy obcego miasta i bezradnie patrzyła na swój telefon. Wreszcie westchnęła i rozejrzała się i postanowiła kogoś zapytać. Akurat przed nią szło jakieś małżeństwo, starsze wiekiem i dość nietypowe gabarytowo. Duża pani właśnie opierniczała małego pana, a potem powiedziała, żeby tu zaczekał, bo ona idzie do jednego sklepu i zaraz wraca. Pan ciężko westchnął i zaczął czekać.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mąż dozorczyni bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, pan Sitko, miał ciężkie życie. Ciężkość tego życia polegała na tym, że był żonaty, dzieciaty, bezrobotny i mieszkał w Polsce.
- I był alkoholikiem! - dodała z potępieniem pani Sitko.
- To akurat osładza tę ciężkość - skomentował pan Sitko.
Tego dnia, jak co dzień, skierował był swe kroki ku jednemu z osiedlowych sklepików, które na plusie trzymała tylko sprzedaż alkoholi i papierosów. Pod sklepem pan Sitko z radością ujrzał swojego kompana od butelki. Panowie przywitali się  serdecznie i weszli do sklepu.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tata Łukaszka znalazł tę informację na stronie internetowej szkoły, do której chodził Łukaszek. - Mówili o tym na osiedlu, od jakiegoś czasu - przyznała siostra Łukaszka. - Ale pomyślcie! To niemożliwe - skomentował tata. - Mało to już mówili w Polsce: niemożliwe, niemożliwe? - zamachał rękami dziadek Łukaszka. - Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe! - Czyli jak ktoś się pomyli w rachunkach to nie jest to błąd ino cud - zauważyła kąśliwie babcia Łukaszka. Dziadek Łukaszka, obrażony, w ramach protestu odsunął kubek z nadpitą maślanką "Jak na kresach" i wyszedł.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Takie właśnie zdanie prezentowali wszyscy, łącznie z Hiobowskimi. Ale wszyscy i tak oglądali, łącznie z Hiobowskimi. Mowa była oczywiście o konkursie Eurowizji.
- Oglądamy? - spytał dziadek Łukaszka.
- Mam do wyboru odrabiać lekcje - skrzywił się Łukaszek. - więc już wolę Eurowizję...
- Każdy uważający się za Europejczyka powinien oglądać - rzekła mama Łukaszka surowo. - Niech zobaczą jak jest różnica w piosenkach pomiędzy krajami w pełni demokratycznymi a tym krajem!
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
W szkole, do której chodził Łukaszek, odbywała się wywiadówka. Pan dyrektor przespacerował się po szkolnym korytarzu. Był zadowolony. Zza wszystkich drzwi dochodziły monotonne głosy nauczycieli.
Gdyby pan dyrektor miał wąsa, to uśmiechnąłby się pod wąsem, a tak to tylko się uśmiechnął.
I tak drzwi za drzwiami, klasa za klasą, trwały wywiadówki, tak samo: nauczyciel mówił a rodzice słuchali.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Pan dyrektor szkoły siedział sobie wygodnie w fotelu i prowadził przesłuchanie. Przesłuchiwani byli Łukaszek, Gruby Maciek i okularnik z trzeciej ławki. Przesłuchiwaniu towarzyszyły pani wicedyrektor i pani pedagog. Przesłuchanie przebiegało w miłej atmosferze, gdyż chłopcy odpowiadali z tak zwanej wolnej stopy. Nie byli podejrzanymi, lecz jedynie świadkami w sprawie. Innymi słowy: pan dyrektor zamierzał od nich chytrze wydobyć pewne informacje.
Szło mu kiepsko.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mama Łukaszka przeglądała rachunki, szperała po portfelu po czym oznajmiła, że idzie po pożyczkę do banku. W domu zapanował popłoch. - Przecież mamy pieniądze - obruszył się tata Łukaszka. - Nie idę do banku po pieniądze - odparła mama Łukaszka z godnością. - Idę tam dla przyjemności. Tak! Nie śmiejcie się! Emeryci chadzają dla przyjemności do lekarza i powodują zatory w tymkrajowej służbie zdrowia! To ja sobie pójdą dla przyjemności do banku, a co! - Proszę bardzo, idź sobie - wzruszył ramionami tata Łukaszka. - Pod warunkiem, że sama zasponsorujesz swoją przyjemność, czyli zarobek banku!
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
- Nie grymaś - ofuknęła wnuka babcia Łukaszka. - Ryba jest zdrowa.
- Tak, ale to już przesada! - wybełkotał Łukaszek. - Ile tego można?!
- Od trzech dni jemy tylko rybę - poparł go tata Łukaszka.
- Pasta rybna, zupa rybna, paluszki rybne - wyliczała siostra Łukaszka na ślicznych paluszkach.
- Hm - zastanowił się dziadek Łukaszka, podszedł do lodówki i ją otworzył. - Tu też same ryby. A gdzie ona poszła?
- Po zakupy - poinformował z sarkazmem tata Łukaszka. - Do rybnego.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Babcia Łukaszka kręciła się po mieszkaniu, zaglądała to tu, to tam, wzdychała, aż w końcu nie wytrzymała i zapytała wprost, gdzie jest mama Łukaszka. Bo już najwyższa pora na obiad. A tu krupnik stygnie. I trzeba by go odgrzewać, czyli drugi raz gaz włączać. A to kosztuje. Niewybaczalne.
- Najprościej zadzwonić - odparł tata Łukaszka i sięgnął po telefon. Wybrał numer i przez dłuższą chwilę słuchał ze zmarszczonymi brwiami.
- Czego? Co? Gdzie ty w ogóle jesteś? Mówi, że jest na pływalni - rzucił w stronę rodziny.
5
5 (2)

Strony