Mam ostatnio coś w rodzaju „kryzysu czytelnictwa”. I ile z książkami jestem sam sobie winien… Bo oderwałem się „na chwilę” od bardzo ciekawej książki Wojciecha Muchy „Krew i ziemia”, by przeczytać „Ring”, który dostałem od żony i utknąłem – bo choć książka świetna i lepsza od filmów (zarówno od bardziej znanych „Ringów” japońskiego i amerykańskiego, jak i mało znanego, będącego za to jej najwierniejszą ekranizacją koreańskiego), to pod koniec już przecież wszystko wiem, więc coś mi to skończenie nie idzie, choć pewnie dziś się uda.
(3)






